Przeniosłem się z blogiem na adres http://tjakubowski.org/blog/
Pozdrawiam,
Tomasz Jakubowski
moje komputerowe przeboje ...
Przeniosłem się z blogiem na adres http://tjakubowski.org/blog/
Pozdrawiam,
Tomasz Jakubowski
Poczytałem trochę i pogooglowałem. Znalazłem informację jak wygląda sprawa łączenia się z siecią w Ubuntu i podobnych. Używają NetworkManagera i nakładek graficznych, typu KNetworkManager. Problemów z tym jest kilka.
Po pierwsze sieć uruchamia się dopiero po zalogowaniu, a nie w trakcie bootowania systemu. Po drugie, zauważyłem, że graficzna nakładka, której używam czasami potrzebuje zaachęty do działania, trzeba poczekać kilka chwil, aby się uruchomiła. Po trzecie od czasu do czasu ta graficzna nakładka ma jąką dziką fazę i twierdzi, że DCOP-server nie działa i nie może się z nim połączyć, co w cale nie jest prawdą.
Ze względu na to, że jak na razie jest to jedyny sposób na łączenie się z sieciami, który mam aktualnie skonfigurowany i działający, to zaczyna mnie to drażnić. Szukałem rozwiązania jakby tu kontrolować NetworkManagera (demon w tle) z konsoli, ale nic w sumie nie znalazłem, nie wiem jak to jest zmontowane i z tego co czytałem to właśnie do kontroli tego demona wykorzystuje się GUI.
W moim poprzednim poście zapisałem szkielet skryptu do ręcznego sterowania siecią. Na początek trzeba mieć jakąś konfigurację sieci. Ja łączę się z siecią wi-fi z szyfrowanie WPA-PSK/WPA2-PSK, czyli mogę WPA i WPA2 ustawić u siebie na lapie. Do tego celu użyjemy wpa_supplicanta (jak nie ma to trzeba zainstalować, ja miałem).
/etc/wpa_supplicant.conf:
ap_scan=1
ctrl_interface=/var/run/wpa_supplicant
network={
ssid="SSID"
scan_ssid=0
proto=WPA
key_mgmt=WPA-PSK
psk="tajny klucz"
pairwise=TKIP
group=TKIP
}
Dobra jest konfiguracja to teraz start sieci. Następującymi komendami zrobimy co trzeba:
ifconfig eth0 down // wyłączenie sieci przewodowej
ifconfig wlan0 down // wyłączenie sieci bezprzewodowej
dhclient -r wlan0 // zwolnienie adresu ip
ifconfig wlan0 up // podniesienie interfejsu wlan0
// łączenie się z siecią wi-fi
wpa_supplicant -Dwext -iwlan0 -c/etc/wpa_supplicant.conf &
dhclient wlan0 // pobieranie adresu ip
Jeżeli po ostatniej linijce otrzymamy dobry adres ip i będzie można spingować jakiegoś hosta w sieci, to znaczy, że połączenie działa. U mnie to działało chwilę, do pierwszego restartu, a potem coś zaczęło szwankować, później znowu zaczęło i teraz testuję.
Jak na razie zrobiłem mały szkielet, jeszcze muszę ogarnąć jak się uruchamia sieć bezprzewodową w Debianie (Kubuntu). Chodzi tutaj bardziej o to jak się to robi z nowymi sterownikami Intela do mojej karty sieciowej (iwl coś tam). Teraz nie mam kompa (w robocie Windows), więc nie mam jak zobaczyć czy działa.
Oto skrypt:
#! /bin/sh
# /etc/init.d/wiNet.sh
#
# variables and configuration
iface=wlan0 # wireless interface
# Some things that run always
touch /var/lock/wiNet
# functions
function startNetwork {
if [ status -ne 0 ] ; then
echo "Starting wireless network ... "
# TODO: starting code
if [ status -ne 0 ]; then
echo "[ FAIL ]"
exit 1
else
echo "[ OK ]"
exit 0
fi
else
echo "The network is already up!"
exit 0
fi
}
function stopNetwork {
if [ status -ne 0 ] ; then
echo "The network is not up!"
exit 0
else
echo "Stopping wireless network ... "
/usr/sbin/ifconfig $iface down
if [ status -ne 0 ]; then
echo "[ OK ]"
exit 0
else
echo "[ FAIL ]"
exit 1
fi
fi
}
function status {
/usr/sbin/ping -c 1 -w 2 wp.pl > /dev/null
if [ $? -ne 0 ] ; then
return 1 # net down
else
return 0 # net up
fi
}
# Carry out specific functions when asked to by the system
case "$1" in
start)
startNetwork
;;
stop)
stopNetwork
;;
restart)
stopNetwork
startNetwork
;;
*)
echo "Usage: $0 {start|stop|restart}"
exit 1
;;
esac
Hmm… Gentoo wyfrunęło z mojego kompa i jak na razie nie zanosi się, że wróci. No jest Kubuntu… no i znowu się źle zabrałem do opisu sprzętu i konfiguracji kernela ;/ jakoś ten temat chyba mi przez gardło nie przejdzie. Co się zabieram za niego to znowu albo nie mam czasu albo brak weny twórczej. Może zostawię to w spokoju, a teraz, kiedy mam Kubuntu, gdzie jądro systemu jest “gotowe”, to nawet nie mam po co się nad tym wszystkich głowić. Oczywiście z niektórymi rzeczami się nie zgadzam i pewnie zmienię to.
Kubuntu prawie jak Windows, ma wszystko uruchomione na raz. Po wykonaniu “lsmod” wyskakuje lista, długa lista, załadowanych modułów. Niektóre z nich są w ogóle nie używane, np. bluetooth i jemu potrzebne. Nie używałem bluetooth już dawno, jak nie używam to mogłoby się nie włączać i by mnie prądu “zjadało”.
Z moich pierwszych odczuć po przesiadce z Gentoo na Kubuntu, to mogę powiedzieć, że musiałem mieć OGROMNY syf na Gentoo, bo miejscami to mulił na maksa, ale za to w Kubuntu niektóre rzeczy dzieją się totalnie nie po mojej myśli. Na przykład łączenie się z wi-fi, menadżer sieci KDE zarządza siecią i dopiero po zalogowaniu można się połączyć, a jak korzysta dwóch użytkowników z kompa, to wylogowanie jednego i zalogowanie drugiego daje w rezultacie zerwanie połączenia i trzeba osobno dla tego drugiego też skonfigurować sieć.
Jeszcze nie jestem pewien czy przejście na KDE4 było dla mnie dobre. Niektóre aplikacje się wywalają, do tego dochodzi jeszcze karta graficzna Intel 945 GMA, do której obecnie pod X.org’a sterowniki nie do końca działają (z niecierpliwością czekam na nowe wersje z nadzieją, że będą działać; tutaj szybciej jest aktualka sterów, bo w Gentoo to dawno dawno nie było).
Nowe distro linuksa jest u mnie dwa tygodnie, więc jeszcze się nie zdążyłem zadomowić. Fajne jest to, że działa cały sprzęt z laptopa (prawie, kamera chyba nie i nie wiem co do FireWire i wyjścia TV), np. ostatnio mega bardzo się ucieszyłem, że czytnik kart działa, bo akurat zdażyła się sytuacja nadzwyczajna. Na Gentoo nie miałem takiego luksusu, robiłem (żeby nie było, że nawet nie kiwnąłem palcem), ale coś nie chciało działać.
Zobaczymy co przyszłość przyniesie… (na pewno jakiś skrypt do tego cholernego wifi <!!>).
Ostatnio dużo miałem zajęć, które uniemożliwiały mi “kombinowanie” przy moim Gentoo. Do tego jeszcze dochodzi to, że komputer jest mi potrzebny, ale czasami mnie zawodzi, znaczy generalnie to wychodzi moje lenistwo (i po części brak czasu). Wiele rzeczy w Gentoo wymaga “wyśrubowania”. Dlatego też zacząłem myśleć nad zmianą systemu.
Głównie skłoniło mnie do tego to, że właśnie komputer albo jakieś oprogramowanie jest mi potrzebne “na już”, a często jest tak, że muszę trochę czasu spędzić, aby móc w ogóle z tych rzeczy korzystać. Niestety Gentoo nie jest systemem, którzy się szybko konfiguruje, przynajmniej ja nie jestem aż takim guru, żeby sobie szybko i sprawnie poradzić. Sama kompilacja programów jest dość czasochłonna. Drugą rzeczą jest to, że doszedłem do takiego etapu, że korzystam z kompa i zlecam mu wykonanie zadania, a on ma najnormalniej w świecie za mnie to zrobić.
Wielu moich znajomych korzysta z dystrybucji *buntu. Jedni z Ubuntu, drudzy z Kubuntu. Tam jest wszystko gotowe i paczki są prekompilowane. Przyznam nawet to, że jak kiedyś miałem Mandrivę to korzystałem z dokumentacji i forów Gentoo, aby rozwiązać jakiś problem. Teraz jest troszkę inaczej, mam Gentoo Linux i korzystam dość często z forów i dokumentacji dotyczącej właśnie *buntu. No jest to (tak mi się wydaje) popularniejsza dystrybucja i dlatego szybciej i więcej informacji pojawia się na jej temat. Ja nie jestem zwolennikiem paczek prekompilowanych i automatycznych konfiguracji, ale w chwili obecnej nie mogę sobie pozwolić na osiem dni walki np. z drukarką, tak jak miałem to z urządzeniem wielofunkcyjnym Brother.
Ja oczywiście wybieram Kubuntu. Widziałem jak działa na laptopie o podobnej konfiguracji. Jestem pozytywnego zdania. Jak na razie robię backup danych i jakieś porządki, ale na dniach powinienem już mieć Kubuntu. Zrobię backup całego Gentoo w raziebym chciał wrócić.
Ostatnio narobiło mi się trochę syfu na laptopie z systemem. Zaczął zamulać i pobierać za dużo energii, a i niektóre funckje nie działają poprawnie. Stało się tak z mojego lenistwa, braku czasu i ostatnich zmian jakie były w sofcie. Na przykład po ostatniej aktualce okazało się, że sterownik do karty graficznej intela (945 GMA) został zmieniony z “i810″ na “intel”. Glxinfo wypluwa, że akceleracja 3D jest, ale jakoś nie mogę tego powiedzieć, bo zwykły screensaver chodzi 3-4 fps. No, ale to takie tam. Postanowiłem temu zaradzić.
Pierwsza rzecz to podstrona ToDo, na której jest zadanie i w podunktach poszczególne kroki do realizacji. Druga sprawa to obecne zadanie, czyli porządkowanie Gentoo. Zrobiłem podstronę o sprzęcie i mam zamiar ją trochę rzetelniej wykonać, a nie jak poprzednio. Lenovo Hardware ma zawierać listę sprzętu jaki jest w moim laptopie (Lenovo 3000 N100 0768-B9G). Każda z pozycji będzie odsyłaczem do podstrony z opisem. Na razie jest to w powijakach i pewnie nie raz się zmieni, ale od czego muszę zacząć.
Dzisiaj dostałem komplet tuszy do drukarki i jak na razie zaaplikowałem jej żółty. Po włączeniu odrazu został “wykrywty” i poziom atramentu zarejestrowany jako max, ale… zaczęło się czyszczenie. Nie dość, że trwało z 5 min to jest “upiło” trochę tego tuszu, nie jestem z tego zadowolony. A dodatkowo na ekraniku pojawia się komunikat, że Cyan i Magenta też się niedługo wyczerpią. Dobrze, że pomyślałem o zakupie kompletu czterech tuszy.
Może narzekam albo źle używam drukarki, czyli raz na jakiś czas druk na kolorowo, a takto na czarno. Ustawiłem drukarkę tak, żeby drukowała w odcieniach szarości. Na razie się zobaczy jak to będzie, mam nadzieje, że to te pojemniki testowe się tak szybko skończyły. Nie chciałbym zostać w takiej sytuacji, że nie mogę nic drknąć albo ksernąć, bo nie ma jednego z tuszy.
A teraz mała “sekcja zwłok”. Zużyty pojemnik z tuszem postanowiłem zbadać bliżej. Okazuje się, że pojemnik zawiera jeszcze trochę atramentu, co można zobaczyć przez małe okienko z przodu pojemnika. Okienko to jest w drukarce pomiędzy elementem świecącym i elementem światłoczułym, tak aby można było określić ile jest tuszu. Na początek myślałem, że jest to sprawdzane po zawartości cieczy, bo jak się przechyli do przodu cały pojemnik to coś się tam przelewa. Tak jednak nie jest. Po rozebraniu pojemnika (wystarczyło zdjąć szarą obudowę, w środku jest szczelnie zamkniętu pojemnik z tuszem) zobaczyłem, że do mierzenia poziomu atrametu służy pływak. Część pływająca zanużona jest w komorze z tuszem, a płaska końcówka przesuwa się w okienku. Nie wiem jak to jest dokładnie zrobione, ale pewnie poziom tuszu jest obliczany wg. położenia końcówki pływaka. Ponieżej zamieszczam zdjęcie z “sekcji zwłok” z małym opisem co jest co, niestety jest to skan tego pojemnika, bo nie mam aparatu.
Nie jest to może najpiękniejsze co udało mi się zrobić, ale coś tam widać. Mogłem usunąć resztkę tuszu i wtedy zrobić skan, ale na razie chciałbym pozostawić pojemnić w stanie używalności, bo samo usunięcie obudowy nie uszkadza go.
Gdzieś w necie znalazłem projekt o nazwie Themolu. Jest to wyszukiwarka internetowa. Ma całkiem ciekawe możliwości. Na przykład, danej frazy można wyszukiwać w różnych zasobach takich, jak książki, sieć video, nawet jest dostępna opcja słownik. Ja na razie nie przyglądałem się dokładniej działaniu i funkcjonalności samej wyszukiwarki, ale na pierwszy rzut oka jest całkiem ciekawa.
Wyszukiwarka dostępna jest pod adresem Themolu.com.
Jakiś czas temu kupiłem sobie urządzenie wielofunkcyjne Brothera. Urządzenie to jest atrametowe, z zestawem tuszy CMYK, czyli cztery osobne pojemniki. Co ciekawe drukarka ma wbudowaną głowicę drukującą, co sprawia, że tusze są dość tanie (oczywiście zamnienniki). Generalnie drukarka jest genialna, jak dla mnie, w zupełności wystarcza do moich potrzeb i nawet skaner okazał się wystarczająco dobry i szybki (co ma znaczenie przy kopiowaniu). Druk w kolorze i w odcieniach szarości odbywa się dosyć szybko i sprawnie. No, ale niestety moje zachwycanie się zostalo ostatnio przerwane.
Jakieś dwa, może trzy, dni temu skończył mi się tusz żółty no i się zapalił taki mały wykrzykniczek. Na ekranie ciągle pokazuje się komunikat o pustym pojemniku i instrukcja wymiany. Na początek chciałem wydrukować coś z kompa, to już mnie zaniepokoiło, bo zadania po prostu szły w eter i nie było zgłoszenia błędu drukarki czy coś, co więcej drukarka nawet nie reagowała i nic nie wyświetlała (np. błąd czy coś). Zmartwiłem się, ponieważ mógł być to jakiś problem ze sterownikami, a ostatnio zanim zainstalowałem ją to minęło z 8 dni i byłem totalnie wykończony. Dodam jeszcze, że kiedyś miałem drukarkę Canona i320 i też miała głowicę osobno i tusze osobno, jak zabrakło jakiego to i tak drukowała.
Poszukałem trochę w necie i okazało się, że drukarki Brother ma wewnętrzne zabezpieczenie przed przegrzaniem się głowicy. Chodzi o to, że jak nie ma jakiegoś tuszu to drukarka zapobiega podgrzewaniu głowicy, a tym samym zasychaniu dysz. W sumie to chyba jest tak w uproszczeniu, ale mnie wyjaśnia to, czemu drukarka nie chce drukować. Brak jednego tuszu i klops trza go uzupełnić, żeby drukować.
Z jednej strony ok, fajnie, przyjnajmniej nie będę miał przykrej sytuacji jaką może być zaschnięcie głowicy i jej kosztowna wymiana. Z drugiej jednaj ten tusz co tam jest strasznie szybko schodzi, nawet jeżeli nic nie drukuję! A czemu tak? A właśnie. Dodatkowym zabezpieczeniem Brothera jest to, że drukarka co jakiś czas się włącza sama i dokonuje czyszczenia, i co najważniejsze pobiera przy tym tusz! Wiadomo jak zostawimy ją nie podłączoną do prądu, to się nie będzie włączać i nie będzie “zjadała” nam tuszu (no i nie będzie budziła w nocy, zwykle potrafi się włączyć tak koło piątej nad ranem).
Jak narazie rozwiązaniem problemu będzie kupienie nowych tuszy. Na szczęście w internecie można kupić tanio zamienniki. Producenci mówią, że tańsze tusze są syfiaste i mogą zapchać lub coś uszkodzić w głowicy, ogólnie mówią, że są “be”. Tusz orginalny jest strasznie drogi w stosunku do wykorzystywania go, a do tego jeszcze dochodzi ta “tuszopijczość” drukarki.
Jeżeli ten problem się powtórzy z nowymi tuszami, to będę grubo zastanawiał się nad jakimś urządzeniem laserowym. Z względu na to, że kolorowy druk nie jest mi za bardzo potrzebny, bo generalnie drukuję w odcieniach szarości, to drukarka mono w zupełności wystarczy. Już kiedyś się przyglądałem urządzeniu Samsung SCX-4200, może trzebaby znowu o nim pomyśleć?
Gdy zainstalowałem i skonfigurowałem touchpad synaptics, jaki jest wbudowany w mojego laptopa to uruchomiły się jego bardziej zaawansowane funkcje niż samo poruszanie kursorem. Mam na myśli “scrollowanie” i “tapping”. Scrollowanie to przesuwanie zawartości strony/dokumentu tak jak kułeczkiem w myszce (to chyba najczęstsze zastosowanie), a tapping umożliwia korzystanie z trzech przycisków, jest uzyskiwane za pomocą wykrywania ilości palców “pukniętych” w powieżchnię touchpada (wykluczam tutaj z policzenia przyciski fizyczne w laptopie). Read the rest of this entry »